Wpisy z tagiem: kampania

poniedziałek, 05 lipca 2010
Kobieta marszałkiem sejmu?

Kwestia równouprawnienia płci pojawia się regularnie w debacie publicznej, nie inaczej było w czasie kampanii wyborczej. Niestety czym innym jest częstotliwosć pojawiania sie a czym innym jakość owej debaty. Mam wrażenie, że, zwłaszcza w drugiej turze, kwestia kobieca poruszana była ze wzgledu na pewien przymus, konieczność, politycy wiedzieli bowiem, że kobiety stanowią ponad połowę wyborców, do tego spora część z nich chciałoby realnego, a nie tylko papierowego równouprawnienia. Cóż, trzeba się było nam przypodobać. Obaj konserwatywno- prawicowi politycy czynili to z trudnością. Ciekawie skomentowała to socjolożka, prof. Anna Giza - Poleszczuk w tvn24, stwierdziła bowiem, że ten temat jest jakby "narzucony" kandydatom, mówią o nim, bo muszą, lecz go nie czują. Wygląda to tak, jakby panowie siedzący na kanapie przesuwali się mówiąc: "siądźcie sobie z nami miłe panie". Tylko to nie o to chodzi. Chodzi o realia, o życie codzienne. A wygląda to następująco:

W sejmie jest obecnie 19.7% kobiet. W senacie - ledwie 8%. Smutny jest fakt, że liczba ta zamiast rosnąć spada, w poprzedniej kadencji było nas w sejmie 21%, w senacie natomiast 24%.*

Nie inaczej jest na rynku pracy. Z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez firme Sedlak & Sedlak wynika, ze kobiety zarabiają średnio o 30% mniej od mężczyzn. Różnice w wynagordzeniach dotyczą oczywiście osób zatrudnionych na tych samych stanowiskach. Stopa aktywności zawodowej kobiet w Polsce sięga niewiele ponad 50%. Warto do tego zaznaczyć, że kobiety własnie są najbardziej obciążone obowiązkami rodzinnymi i to często z tego powodu rezygnują z pracy zawodowej. Przekłada sie to jednak na ich stopę życiową w perspektywie długofalowej. Kobiety, które nie pracują zawodowo nie opłacają składek na ubezpieczenie emerytalne i później otrzymują o wiele niższe świadczenia, ponieważ mają wiele lat nieskładkowych i kapitał zgromadzony przez nie (w systemie o zdefiniowanej składce w I filarze oraz w OFE) jest znacznie niższy. Emerytury kobiet dodatkowo obniża fakt, ze przechodzą na nie o 5 lat wcześniej a dalsze trwanie zycia, przez które dzielony jest ich kapitał emerytalny, jest znacznie dłuższe od dalszego przewidywanego przeciętnego trwania życia mężczyzny przechodzącego na emeryturę. Ustawodawca powinien postarać sie próbować uelastycznić rynek pracy. Udział kobiet zatrudnionych w niepełnym wymiarze czasu pracy jest u nas jednym z najniższych w Unii Europejskiej i wynosi 12,5%, podczas gdy w UE -31,5%.** Nie jest to rzecz jasna rozwiazanie idealne, lecz daje już jakiekolwiek zatrudnienie, czyli zwiększa przyszłe emerytury, ale i nie odrywa kobiet całkowicie od życia zawodowego.

Warto też zauważyc, że mniejsze szanse na pracę w przyszłosci znacznie zmniejszają dzietność kobiet, które w obawie przed utratą pracy nie decydują sie  na dziecko. Dlatego należy tworzyć odpowiednią infrastrukturę, sieć przedszkoli ogólnodpstępnych, ułatwienia w pracy, aby kobiety nie bały się, że pozostaną bezrobotne i nie musiały takze drżeć o to kto zajmie się dzieckiem podczas ich nieobecności.

O dyskryminacji kobiet na każdej płaszczyźnie życia możnaby długo pisać. Ja tylko pokazuję, zę to są realne problemy, a nie nadęte postulaty kilku feministek.

I z czym spotykamy się w pierwszym dniu po wyborach prezydenckich? Z dyskusją czy kobieta moze być pierwszym w historii marszałkiem sejmu. Rózni poslowie z różnych frakcji wypowiadają sie na ten temat. "Tak, uważam, ze kobieta ma prawo", "Czas sprawdzić i zweryfikować nasze obietnice wyborcze"... i to mnie właśnie do szału doprowadza. Bo kiedy dyskutujemy o ewentualnym marszałku to dlaczego zastanawiamy się nad jego płcią?? Czy nie jest tak, ze powinniśmy rozważyć różne kandydatury z punktu widzenia ich kompetencji nie zważając na płeć? Co to w ogóle jest za tekst: "tak, moze teraz wybierzemy kobietę"? O doprawdy, łaskawcy! "Proszę bardzo nasze miłe panie". Czy nie dziwiłoby nas zdanie: "Tym razem moze wybierzemy mężczyznę"? (Swoją drogą, szkoda by było pani Kopacz, uważam, ze jest całkiem dobrym ministrem zdrowia).

Polscy politycy wciąż chyba nie rozumieją, że nam nie chodzi o to by wybierać kobiety dlatego, ze są kobietami, lecz by traktować je narówni i nie zważając na płeć wybierać kandydatów na rózne stanowiska. Przez wzgląd na ich umiejętności. Nie płeć.

 

*dane pochodzą z: J. Petelczyc, R. Bakalarczyk, Trudna lekcja równości,05.07.2010 r.

** prof. E. Leś, IPS UW, Polityka społeczna wobec rodziny w Polsce,  05.07.2010 r.

czwartek, 01 lipca 2010
Przebrała się miarka, głosuję na Bronka

Jako człowiek lewicy właściwie powinnam stać z boku i się tymi wyborami nie przejmować. Wybór między konserwatywnym prawicowcem a konserwatywnym prawicowcem mnie szczególnie nie pociąga. Zastanawia mnie to jak bardzo prawica podzieliła się między sobą. Zewnętrzny obserwator ma nielada spektakl przed oczami. Konserwatywni prawicowcy nawzajem obrzucają się inwektywami, publicyści niemal zioną nienawiscią... a dla mnie jeden i drugi kandydat to niemal to samo i mam wrażenie, ze owa walka toczy się wewnątrz jednego obozu...

Obu kandydatom można zarzucić, że co innego mówią teraz, w kampanii wyborczej, a co innego mówili wcześniej. Komorowski, który nagle opowiada sie za 35% parytetem, który mówi, że jest za zyciem wiec jest za in vitro (cóż, że projekty ustawy leżą u niego, w marszłakowskiej zamrażarce od miesięcy) itp. Ale sądzę, ze Kaczyński przebił Komorowskiego milion razy, co też Platforma skwapliwie (i słusznie!) wychwyciła w swoim spocie.

W ciagu najbliższych pieciu lat niewiele zmieni się na lepsze (w kazdym razie to co zalezy od prezydenta sie nie zmieni, kimkolwiek by nie był). Ale - może się zrobić gorzej. A ponieważ lepiej jest jak jest niz żeby miało byc gorzej - to idę na wybory i oddam ważny glos. Na Bronka. To czlowiek o zupełnie innych niż ja poglądach, ale szanuję go jako człowieka i jako polityka. On nie skompromituje Polski za granicą, nie będzie też obrażał ludzi, którzy nie są jego zwolennikami i nie będzie dzielił Polakow na lepszych i gorszych. Przynajmniej mam taką nadzieję.

A skoro miarka się przebrała, jak twierdzą zwolennicy Kaczynskiego - to głosuję na Bronka!

I nie ma znaczenia fakt, że:

Pomóż rysiom!