Wpisy z tagiem: lans
sobota, 27 sierpnia 2011
potlacz
Gumowe buty za kilkaset złotych. Zgaduję, że produkcja jednej pary to circa 2-4 dolary. Przymierzałam je: czułam się, jakbym założyła na stopę prezerwatywę. Nikt mi nie wmówi, że te buty są idealne na lato albo na jakąkolwiek porę. Nie poleci orzeł z gówna. Ale dziewczęta z parciem na modę wydają po czterysta złotych by być bliżej hajlajfu (ponoć m.in. głupia Mołek je nosi). Kolejne mistrzostwo kreowania złudzenia elitarności dla średnio-zamożnych to bransoletki Pandory. W gruncie rzeczy tandetne koraliki warte może z 10 dolarów/ sztuka a stały się symbolem. Dla mnie symbolem pretensjonalnych panien z korporacji. OK., niech sobie każdy nosi co chce. Ale dla mnie wydawanie grubych tysięcy na plecionkę albo koraliki ze słoniem to buractwo. I tak co sezon ludzie łykają bezrefleksyjnie kolejne must have, wydając coraz większe pieniądze na niepowtarzalne gadżety z chińskiej taśmy. Niezależnie od tego, czy kupisz bluzkę od Armaniego czy z H&M, są one tej samej, pośledniej jakości. I są tak samo jednorazowe. Przetartej i pozbawionej cyrkonii bransoletki Pandory nie przekażesz córce w spadku, bo za rok sama ją wyrzucisz. Gumowe buty nie dotrwają nawet do następnego sezonu. Rzeczy nie mają już historii.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
kup pan zen
Czasem czytam blogi minimalistów. Chodzi z grubsza o to, żeby pozbywać się rzeczy zbędnych, oczyścić swoją przestrzeń życiową i głowę z niepotrzebnych rzeczy. Nadmiar gratów na zewnątrz przekłada się na chaos, rozchełstanie wewnętrzne i pazerność na więcej gratów. Główne pytanie brzmi: czy jest mi to naprawdę potrzebne? Dla większości rzeczy, które już masz albo tych, które z jakiegoś powodu chcesz kupić, odpowiedź brzmi nie. Inspirowane (chyba) surowym zen podejście samo w sobie bardzo do mnie przemawia. Ale nie przemawia do mnie zafiksowanie na punkcie konsumpcji, jakie prezentują blogerzy nazywający się minimalistami. Jeden rozważał wyższość iphone’a nad zwykłą komóką- który z tych gadżetów jest lepszy dla minimalisty? Pani minimalistka prezentowała modowe hity sezonu dla minimalistek. Jednym słowem, znowu chodzi tylko o formę (prosta, surowa) a treść (kupowanie) pozostaje bez zmian. Co z tego, że wyrzuci telefon (Pozbyłem się komórki.Nie potrzebuję jej. Będę dzwonił z budki. Zresztą, nie mam do kogo. Pozbyłem się znajomych.) skoro zaraz potem kupi sobie nowy gadżet z pierdyliardem aplikacji. Czyli żadne tam wabi srabi i poprzestawanie na małym, tylko lans jak każdy inny.
sobota, 09 lipca 2011
duppio
Doppio na miejscu w starbaksie wygląda tak: Mikro kubek ceramiczny z kawą Większy kubek ceramiczny z wodą Drewniany patyczek jako łyżeczka Zgaduję, że w wersji na wynos ceramika zmienia się w papier. A więc to jest to kawowe objawienie. O tempora, o mores, o kurwa.
poniedziałek, 01 listopada 2010
pars pro toto
Po rozciapanych walonkach i getrach (nie) na każdą figurę, przyszła moda na podróbki ray banów i zerówki w quasi-inteligenckich oprawkach. Myślałam, że każdy z miliona indywidualistów srających bursztynami ten plastikowy shit jak zwykle kupuje w h&m albo zarze za grubszą kasę. TYMCZASEM te biedne, chińskie okularki są po 7,99 na allegro.Tak wiele za tak niewiele. Kup i dodaj sobie 100 IQ . Ale w tym równaniu 0+100=0 IQ.
sobota, 21 sierpnia 2010
nie będzie żadnej rewolucji
Pisałam kiedyś o swoich ulubionych i nielubianych programach kulinarnych. Niedawno na TVN Style, oprócz wyfiokowanej Joli, pokazał się też program kulinarny " Rewolucja na talerzu", który pokazuje jak jeść i chudnąć. Oglądałam jeden odcinek do połowy i mi się odechciało. Odcinek był o pieczywie. Najpierw zajawka z ulic, gdzie wszyscy zgodnie przyznawali, że bez pieczywa nie wyobrażają sobie jedzenia, a potem sensacyjna informacja, że białe pieczywo nie przyswaja się w organizmie i dlatego odkłada się w postaci komórek tłuszczowych. Myślałam, że jeszcze trochę pamiętam z lekcji biologii, ale widocznie telewizor wie lepiej. Potem pojawiły się dwie panie; chudsza, skrzywiona jakby miała pieprz syczuański w tyłku, tonem mentora generalnie opisuje kolejne genialne składniki i daje dobre rady żywieniowe. Druga, koszmarnie wystylizowana, tonem pani z magla generalnie opowiada o równie genialnych sztuczkach kulinarnych. Albo odwrotnie. Mają fajne gadżety, fajne pomysły, ale dawka pretensjonalności jest nie do przełknięcia. Nie znam tych dziewczyn, może w normalnych warunkach są fajne i nie spinają dupy na wielkie specjalistki, ale w tv nie da się ich oglądać. Wszyscy krzywią się, że Makłowicz miał nudny program, nie umiał gotować, i gdyby te podróże w tle, to byłoby beznadziejnie. Tyle, że on jest sympatyczny i naturalny, a większość innych gospodarzy gotowania na ekranie uważa się za alfę i omegę, tylko dlatego, że kroi cebulę na wizji.
sobota, 24 kwietnia 2010
(dys)komfort trawienny
Jest taki program kuchnia.tv, który czasem lubię oglądać. Są tam programy fajne i mniej fajne. Programy mniej fajne to takie, które są robione na siłę. Gdzie prowadzący są uosobieniem sztucznego luzu i wykreowania. Gadają jakby czytali z kartki, próbują Ci wmówić że kupują marchew ekologiczną prosto od rolnika. Co ciekawe, wszystkie moje znielubiane programy są polskie. Czy to o czymś świadczy? 1. Po-smak Turcji Dziewczynę ubrali w spodnie alladyny i chustkę na głowie i kazali ( chociaż może sama chciała) tarzać się po trawie z krowami, śmiać bez sensu i pokazywać bez przerwy jaka jest crejzi. Z Turkami rozmawia jakby dawała banany małpom. Nie kupuję jej. 2. Ł’apetyt W podobnym tonie, tyle że prowadzący jeździ po produkty na rolkach, kupuje ekologiczną kurę u rolnika ( przecież to oczywiste) i potem garbiąc się, żeby go objęła kamera przygotowuje ją wg przepisu swojej prababci. Jasne. On nie używa masła, on macza chleb w oliwie. On nie chodzi do Tesco po zakupy- on kupuje w małych sklepikach z żywnością EKOLOGICZNĄ. Jego kuchnia jest lepsza niż Twoja, dlatego jeśli chcesz być tak fajny jak on, oglądaj jego „genialny” program. Bredzi jak potłuczony, nie umie gotować, babrze coś gadając o swoich „genialnych” składnikach i smakach. 3. Kuroniowie rozgryzają Jest dwóch synów Macieja Kuronia. Oni chyba nie bardzo wiedzą, co mają robić, coś tam niemrawo gotują, coś tam gadają i to wszystko jest podobne do kandydatury na prezydenta Olechowskiego; trochę chcę, trochę może nie, sam nie wiem. 4. Jak Piotr przykazał Koleś ma parcie na szkło a co gorsza, uważa się za alfę i omegę. Żona Koreanka, z którą w dodatku rozmawia po angielsku,może i jest plusem do lansu, ale nie w tej dziedzinie. Pan jest pretensjonalny, nadęty, a w kuchni ma syf jak w najtańszych chińskich żarłodajniach. Na szczęście, jest też po co oglądać kanał kulinarny: 1. Szefowie Kuchni Profesjonaliści, którzy elegancko i bez zadęcia robią fajne rzeczy. Klinicznie czysto i precyzyjnie. 2. Adam po pracy Kolejny fajny polski kucharz, poza tym, że ma miły głos ma ciekawe pomysły. I nie ma parcia na szkło, jak koleś z Ł’Apetytu. Może dlatego, że nikomu nie musi nic udowadniać? 3. Anthony Bourdain Uwielbiam go, głównie za to, że wszystko jest mu obojętne i za to, że świetnie opowiada. Jedzie gdzie chce, gada co chce, ubiera się jak popadnie a i tak wychodzi super. Chciałabym mieć takiego męża. 4. Kudłacze na motorach Dwóch świetnych kolesi: czasem obrzydliwi, czasem wredni, ale autentyczni i wyluzowani. 5. Dwie puszyste damy Dwie grube i brzydkie baby, które gotują jakieś tłuste i nieapetyczne potrawy. Jedna wygląda jak swój ojciec a druga jak indyka w czerwonych okularach i z czerwonymi pazurami. Lubię je za naturalność i często niewybredne żarty. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|