Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna: "Polscy nauczyciele pracują najkrócej na świecie. Rocznie spędzają przy tablicy 489 godzin. Daje to dziennie zegarowo dwie godziny i 42 minuty, czyli trzy i pół godziny lekcyjne. Średnia dla krajów UE to 779 godzin, czyli blisko pięć godzin dziennie." Do ich przywilejów z karty nauczyciela należy m.in.:
● wypłata trzynastej pensji,
● dodatek za wysługę lat,
● dodatek motywacyjny,
● dodatek funkcyjny,
● dodatek za warunki pracy,
● nagrody jubileuszowe,
● płatne ferie letnie i zimowe,
● na lekcjach nauczyciel musi spędzić 18 godzin tygodniowo. Oznacza to, że pozostałe 22 godziny brakujące do typowego 40-godzinnego tygodnia pracy przeznacza na inne zajęcia opiekuńcze, wychowawcze, przygotowywanie się do zajęć czy samodoskonalenie,
● każda ponadwymiarowa godzina zajęć dydaktycznych powyżej obowiązkowego wymiaru jest dodatkowo płatna,
● nauczyciel ma prawo spędzić aż trzy lata (ale nie z rzędu) na specjalnym pełnopłatnym urlopie przeznaczonym na poratowanie zdrowia. Aby go uzyskać, wystarczy zaświadczenie od lekarza rodzinnego.
Trudno nauczycieli zwolnić i choć w ciągu ostatnich 10 lat liczba dzieci w szkołach spadła o 20% to ilość nauczycieli nie uległa zmianie.
Może wynika ten wpis z mojego rozgoryczenia. Chodziłam do "elitarnej" warszawskiej szkoły - większość nauczycieli w tej szkole nie powinna być dopuszczona do młodzieży. Nauczycielki opowiadające o tym, jakie mają bóle menstruacyjne, o tym jak i gdzie zakładali im szwy po porodzie, większość niezrównoważona psychicznie, nie wiadomo czego się po nich spodziewać, obrażalscy, plotkarscy, prowadzący marne gierki między sobą włączając w to uczniów, fundamentaliści religijni (co miało wpływ na to czego uczyli).
W tym kontekście patrzę niestety na nauczycieli. Przykre, na pewno są jacyś porządni, z powołaniem. Ale cała reszta, całe 90% to banda darmozjadów, którzy nie kształcą lecz szkodzą dzieciom i młodzieży domagając się niewiarygodnych przywilejów.