Wpisy z tagiem: czytanie oślepia

poniedziałek, 27 czerwca 2011
za dekadę a czasem wcześniej

Mię­dzy trzy­dziestką a czter­dziestką, bli­żej dru­giej: smuga cie­nia — kiedy przy­cho­dzi już akcep­to­wać warunki nie­pod­pi­sa­nego kon­traktu, narzu­co­nego bez pyta­nia, kiedy wia­domo, że to, co obo­wią­zuje innych, odnosi się już i do cie­bie, że z tej reguły nie ma wyjąt­ków: cho­ciaż to prze­ciwne natu­rze, należy się jed­nak sta­rzeć.

Smuga cie­nia to jesz­cze nie memento mori, ale miej­sce pod nie­jed­nym wzglę­dem gor­sze, bo już widać z niego, że nie ma nie­tknię­tych szans. To zna­czy: nie jest już żadną zapo­wie­dzią, pocze­kal­nią, wstę­pem, tram­po­liną wiel­kich nadziei, bo nie­po­strze­że­nie odwró­ciła się sytu­acja. Rze­komy tre­ning był nie­odwo­łalną rze­czy­wi­sto­ścią; wstęp — tre­ścią wła­ściwą, nadzieje — mrzon­kami; nie­zo­bo­wią­zu­jące zaś, pro­wi­zo­ryczne, tym­cza­sowe i byle jakie — jedyną zawar­to­ścią życia.

— Sta­ni­sław Lem „Ananke”


czwartek, 16 czerwca 2011
Stracone pokolenie

Łączę dwie akcje Wyborczej - Stracone pokolenie i Cała Polska czyta - w jedną.

Rozumiem, że Gazeta chce promować czytanie, które jest nie tylko koniecznością, ale i przyjemnością. Warto jednak postawić także na jakość lektury, nie tylko na ilość. Jedynym, który wspomniał o tym w wywiadzie był prof.  Jan Hartman.

Pokolenie jest stracone. Dzieli się bowiem na tych, którzy nic nie czytają i na tych, ktorym wydaje się, że są wielkimi intelektualistami, bo oni są LEPSI, OCZYTANI. Szkoda tylko, że oczytanie ogranicza się do Harry`ego Pottera i jakiś dennych opowieści o wampirach. Są też tacy, co na pozór czytają mądre książki. Cóż z tego, skoro nic z nich nie rozumieją. Potem mylą Kartezjusza z Kantem (spotkałam się z tym!) i rzucają pseudointelektualnymi tekstami. 

Pseudointelektualizm jest chyba najgorszy.

Ale wszystkie ciocie klaszczą! Jakie to dziecko mądre i oczytane! (te ciocie, które nie odróżniają Kartezjusza od Kanta i można im wcisnąć każdy kit).

sobota, 28 maja 2011
sąsiad Solidarnych 2010

sobota, 05 marca 2011
wydanie pierwsze, ostatnie

Jedno z moich interesowań to sprawdzanie nakładu książek. Wiele lat temu wyglądało to tak:

Jorge Luis Borges Powszechna historia nikczemności: Warszawa 1976. Nakład 30 000 + 290 egz.

Mieczysław Jerzy Kunstler Sprawa Konfucjusza, Warszawa 1983. Nakład 20 000+ 200 egz.

Lew Szestow Dostojewski i Nietzsche. Filozofia tragedii, Warszawa 1987. Nakład 30 320 egz.

Michał Choromański Biali bracia, Poznań 1990. Nakład 29 850+ 150 egz.

Nie wydaje mi się, żeby powyższe tytuły były bestsellerami i popularnymi powieściami dla pensjonarek, a jednak wydano je w olbrzymim (!) nakładzie. To tylko kilka przykładów z czasów, gdy w Polsce kneblowano kulturę i ogłupiano obywateli na wiecach i pochodach.

Ciekawe, że w obecnie wydawanych książkach wcale nie ma informacji o nakładzie. A jeśli jest, to raczej nie napawa optymizmem:

Anna Wierzbicka Słowa klucze. Różne języki-różne kultury,Warszawa 2007.

Nakład 1 000+150 egz.

Xinzhong Yao Konfucjanizm. Wprowadzenie. Kraków 2009. Nakład 1 000 egz.

Edward Kajdański Sekrety medycyny chińskiej. Medicus Sinicus Michała Boyma, Warszawa 2010. Nakład 500 egz.

Ok., kogo interesuje ( oprócz altmedowców i mnie) chińska medycyna albo coś tam o konfucjanizmie. A może zainteresowałoby się tym więcej osób, gdyby książka, z racji śladowego nakładu, nie trafiła tylko do bibliotek wydziałowych i czytelni naukowych, ale też np. do przeciętnej biblioteki publicznej i na półkę przeciętnej księgarni?

czwartek, 09 grudnia 2010
z lektur

Jeśli ktoś cię pilnuje, możesz przed nim uciec. Ale jeśli nikt cię nie pilnuje, nie możesz uciec od siebie.

 

Shunryu Suzuki "Umysł zen, umysł początkującego"

Pomóż rysiom!