Blog > Komentarze do wpisu
Umowy śmieciowe?

Będzie dużo linków w tym wpisie. W sumie do napisania czegoś na blogu zachęcił mnie ten wpis który zrobiła Tram_way. A właściwie to wyłącznie jeden z komentarzy, który odnosi się do artykułu z Wyborczej, o  tego: "Nie jestem śmieciem"  Tram_way pisze: "Mnie najbardziej razi przykład z umowami śmieciowymi i to, jak można próbę obrony pracowników przekuć w obronę nieuczciwego pracodawcy." Komentarz ten rzecz jasna nie dziwi w momencie, gdy czyta się o tym jak to może funkcjonować na przykład w wywiadzie w Polityce: Zmowa zlecenie.

Jednak znając wszystkie za i przeciw ja osobiście opowiadam się za neutralnym nazywaniem umów jako cywilno-prawne lub pozakodeksowe. To nie same umowy są "śmieciowe", jest to zwykłe rozwiązanie prawne korzystne dla jednych grup (np. pracujących studentów do których ja się zaliczam), a niekorzystne dla innych. Są to rozwiązania na pewno bardziej elastyczne od innych, umożliwiające dostosowanie godzin pracy do wykonywanych zadań, łączenie różnych zajęć. Nie gwarantują pełnej ochrony pracownika (zwłaszcza umowa o dzieło, warto jednak dostrzec proponowane zmiany w tej umowie).

Nie mówię, że pracodawcy nie wykorzystują rozwiązań prawnych przeciwko pracownikom. (vide: przytoczony wcześniej artykuł z Polityki). Ale też wydaje mi się, że nie należy popadać w skrajności. Zawsze znajdą się tacy, którzy naginają prawo dla swoich korzyści. Takie umowy istnieją jednak nie tylko w Polsce i są neutralnym rozwiązaniem prawnym. W miarę interesującym dla pracodawców, zwłaszcza w chwili wygaśnięcia pakietu anykryzysowego. Ciekawe też dla części pracowników. Pytanie tylko jak to rozwiązanie jest wykorzystane, jaka jest kultura i mentalność pracodawców. Może po prostu trzeba uczyć ludzi odpowiedzialności, nie tylko za siebie.

Pracodawcy to nie krwiopijcy, jak twierdzi znajoma mi działaczka związków zawodowych. A umowa to umowa. Śmieciowe to dla mnie jest zatrudnianie kogoś na czarno za połowę minimalnej krajowej pensji i traktowanie go jak śmieć.

Rozmawiajmy więc o prawie pracy i prawie cywilnym bez emocji. Dostrzegajmy za i przeciw, pomyślmy co trzeba zmienić. Ale prześciganie się w nazewnictwie nic nie da. Bo nie o nazewnictwo chodzi.

wtorek, 03 stycznia 2012, ta-dziewczynka
Komentarze
2012/01/11 10:37:18
Nie chodzi o nazewnictwo, ale, ale. Umowy zlecenie i o dzieło są w praktyce stosowane tak, że pracownik pracuje jak na etat, często po godzinach, a nie przysługuje mu płatny urlop, co miesiąc drży o to, czy dostanie kolejną umowę, nie może wziąć kredytu. Trudno komuś takiemu powiedzieć, żeby się nie emocjonował, tylko na spokojnie rozważył racje pracodawcy, który do pracy dojeżdża nowym mercedesem.
-
2012/01/11 16:47:48
no tak, ale ja się po prostu rzucam już na samą nazwę, bo ona deformuje wg mnie debatę.

Opisany przez Ciebie przypadek jest już łamaniem prawa - jeżeli z treści umowy zlecenia wynika konieczność wykonywania pracy w warunkach podporządkowania, osobiście oraz odpłatnie, w określonym miejscu i czasie, to umowa ta jest w rzeczywistości umową o pracę. Z art. 281 pkt. 1 Kodeksu pracy wynika, że takie zachowanie jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika i podlega karze grzywny.

Poza tym - drżysz o pracę co miesiąc, jeśli masz umowę na miesiąc, a częściej umowy są dłuższe. Jeśli chodzi o możliwość zwalniania pracowników to według mnie w Polsce nie istnieje de lege lata różnica między umową o pracę na czas określony, a zleceniem. Okres wypowiedzenia jest w umowie o pracę dość krótki i pewność Twojej sytuacji równie słaba, niezależnie od formy zatrudnienia.

Nie każdy pracodawca jeździ merolem. Są tacy, którzy właśnie nie chcą pozbawić ludzi dochodu, zwolnić ich - i dlatego korzystają z umów cywilnoprawnych.

Podkreślam jednak na koniec - że wiele jest przypadków nadużywania prawa i wykorzystywania pracowników, omijania prawa. Mi się to też nie podoba. Ale myślę, że sytuacja nie jest czarno-biała. Niepewność na rynku pracy, kryzysy, globalizacja, wszelkie zmiany doprowadzają do pogarszania sytuacji. Już nigdy nie będziemy mieli prosperity (także socjalnej) tak jak kiedyś, bo zmienia się sytuacja i trzeba iść w zyciu na kompromisy, które bolą. Może ktoś zna rozwiązanie - jeśli tak, to niech je wskaże, bo samo nazywanie umów śmieciowymi i postulowanie w ogóle ich zniesienia jest wg mnie chybione.
-
2012/01/11 21:15:32
To, czy nie będziemy już nigdy prosperity jak kiedyś, pokaże czas. Natomiast za hasłem "kryzys" kryje się często zupełnie nieuzasadniona próba oszczędzania na pracownikach, o czym media centrowe typu Wyborcza mówią niechętnie. Byłabym ostrożna w wyrozumiałości dla pracodawców. A co do umów o dzieło/zlecenie, to są zazwyczaj zawierane na miesiąc, bo inaczej nie byłoby podstaw do wypłacania co miesiąc pensji. Znajomi zatrudnieni w ten sposób, również przez Agorę tak zarabiali.
-
2012/01/12 10:15:46
Myślę, że prosperity może i będzie, ale inaczej rozumiane niż to, które było. Na pewno rynek pracy będzie wymagał większej elastyczności, czy tego chcemy czy nie. Mniejsza wydaje się być pewność zatrudnienia, nie będzie już pewnie wielu osób, które raz zatrudnione - w tym samym miejscu będą pracowały do końca życia,jak zdarzało się wielu osobom w poprzednich pokoleniach.
Wydaje mi się także, że problem umów cywilno-prawnych to brak rozwiniętego dialogu społecznego w Polsce (zwłaszcza na poziomie branżowym i zakładowym, chociaż i ten centralny kuleje). W moim odczuciu w obliczu obecnych problemów i wyzwań jakie pojawiają się już teraz i będą pojawiać w przyszłości dialog mógłby odegrać rolę stabilizacji i gwaranta koniecznych reform. Bo jest to najlepsza droga osiągania konsensusu i pokoju społecznego, budowania równowagi pomiędzy wyzwaniami ekonomicznymi oraz potrzebami społecznymi. (co pokazuje wiele europejskich przykładów, z moim ulubionym, holenderskim włącznie).
Także ja opowiadałabym się za takim rozwiązaniem jakie umożliwia (konstytucyjny przecież, a niewykorzystany!) dialog społeczny. Może w efekcie jego prac udałoby się odnaleźć równowagę i rozwiązanie tej trudnej kwestii jaką są umowy cywilno-prawne i umowy o pracę.
-
2012/01/12 10:53:32
Pod hasłem kryzys kryje się także pewien problem gospodarczy, który sprawia, że nie tylko pracownikom, ale i pracodawcom może być gorzej. Solidarne dbanie o siebie nawzajem, na drodze dialogu, może być rozwiązaniem.
Dobrym przykładem była ustawa antykryzysowa, dzięki niej pracodawcy i pracownicy zawarli w Polsce koło 1200 układów zbiorowych i poszli sobie nawzajem na rękę. Pracodawcy nie chcieli pozbawiać pracowników zatrudnienia, a pracownicy zrozumieli, że pracodawcy niekoniecznie jeżdżą mercedesami i nie zawsze są wyzyskiwaczami.

Ja mam umowę zlecenie już po raz kolejny - zawsze dostaję ją na rok. I jakoś są podstawy do wypłacania mi pensji ;-) Może w Agorze mają inne metody, ale Agora to inna bajka. Może właśnie przykład złego pracodawcy. Ale ja wciąż uważam, że nie należy rozciągać złych przykładów na wszystkich pracodawców. Są tak różni jak pracownicy. I też mają rodziny, dzieci. I wielu z nich było pracownikami kiedyś.
Pomóż rysiom!